brytyjskie
szkockie
sfinks
kocieta dla ciebie

Ostatnio dodane ogłoszenia:

1 Niewidoma amstaffka Zara szuka domu... wiecej»

2 Rodowodowa amstaffka szuka domu... wiecej»

3 Kolorowe kocięta Maine Coon... wiecej»

4 Srebrzyste kocięta Maine Coon... wiecej»

5 Koteczki maine coon... wiecej»

6 Feliks, 7miesięczny przytulasty kotek o idealnym charakterze ADOPTUJ!... wiecej»

7 Przekochana kocia dama Lemka- do pokochania od zaraz... wiecej»

8 Superszczenięta West Highland White Terrier już do odbioru!... wiecej»

9 Duży kocurek... wiecej»

10 Longhaired Chihuahua stud dog... wiecej»



Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!

Obecnie nie posiadamy kociąt na sprzedaż:

Koty rasowe (BRI) Brytyjskie miot na literę A



Artykuly zwierzeta





Karmy artukuly sklep internetowy zwierzeta





Ranking koty















katalog stron internetowych katalog stron internetowych



www.tasdj.pl internet
TASDJ*PL- HODOWLA KOTÓW RASOWYCH. W hodowli koty rasowe Brytyjskie albo Brytyjczyki, kocięta Szkockie i rasowe koty Sfinks lub Sphynx. Kocięta, koty rasowe, reproduktory danych ras. W serwisie który nazwaliśmy KOTY RASOWE - RASOWE KOTY - znajdziecie bieżące informacje ze świata kociego i Stowarzyszenia Koty Rasowe , Forum KOTY.PL - na którym można wymieniać się doświadczeniami i uzyskać niezbędne porady , KOCIAKI DLA CIEBIE to mioty kocie na sprzedaż z naszej hodowli , OGŁOSZENIA HODOWLANE -to darmowe ogłoszenia zwierzęta, koty, psy ,w zakładce RASY KOTÓW- znajduje się encyklopedia kotów, RANKING STRON o tematyce zwierzęcej KATLOG STRON który zajmuje się promocją stron w internecie,mamy relacje z wystaw ,galerie zdjęć kocich i inne ciekawostki.Staramy się cały czas coś zmieniać dokładać aby Oglądający nie znudzili się portalem TASDJ*PL



Ostatnie tematy na naszym forum dyskusyjnym:


KOCIE wiadomości:(publikujemy wszystko co nadeślecie z kociego świata )


poprzednia   1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43   :Następna
Trafisz kota - dzwoń...


Ogólnopolską kampanię społeczną, która ma zwiększyć świadomość potrzeby pomagania potrącanym przez samochody zwierzętom, rozpoczęła bielska Fundacja Ekologiczna Arka.

Jak powiedział we wtorek prezes Arki Wojciech Owczarz, problem potrąceń zwierząt przez samochody w skali Polski jest ogromny. "W ramach kampanii staramy się szukać, sprawdzać i wybierać dobre rozwiązania, które będziemy rozpowszechniać m.in. rozsyłając zbierający je biuletyn do wszystkich polskich gmin" - wyjaśnił.

We wtorek na jednym z głównych placów Bielska-Białej ekolodzy przygotowali happening, informując mieszkańców co robić, gdy dojdzie do potrącenia zwierzęcia oraz jak temu zapobiegać. Wolontariusze z makietami samochodów odgrywali scenę potrącenia kota przez auto. Inni na dużych tablicach pokazywali, by w tej sytuacji dzwonić na numer alarmowy 112.

Ekolodzy chcieliby upowszechnienia praktyki, by w razie potrącenia zwierzęcia zgłaszać to właśnie pod numerem alarmowym. Jak mówią, takie rozwiązanie działa już m.in. w Bielsku-Białej, gdzie policjanci obsługujący alarmową linię przekazują sprawę miejscowemu schronisku dla zwierząt.

By zapobiegać wypadkom powodowanym przez dzikie zwierzęta, zgodnie z przepisami ogradza się autostrady. Na innych drogach muszą wystarczyć znaki ostrzegawcze i ostrożność kierowców. W przypadku zwierząt domowych wiele zależy od ich właścicieli. Zwierzęta powinny być wyprowadzane na smyczy, a puszczane luzem tylko w miejscach ogrodzonych - mówią ekolodzy.

Owczarz podkreśla także, że wielu kierowców nie wie, że w świetle ustawy o ochronie zwierząt obowiązkiem w razie potrącenia jest bezpośrednia pomoc lub zawiadomienie służb. Arka zamierza lobbować, by przepis ten wprowadzić do Kodeksu drogowego, tak aby mogli się z nim zapoznać kursanci prawa jazdy.

Tymczasem członkowie i sympatycy Arki będą docierać do ośrodków egzaminacyjnych oraz szkół jazdy, prosząc o upowszechnianie tej wiedzy wśród przyszłych kierowców. Jedno z pierwszych takich spotkań z przedstawicielami tych instytucji odbyli we wtorek w bielskim ośrodku ruchu drogowego.

W ramach współpracy z wolontariuszami i ośrodkami weterynaryjnymi w kilku miejscach w Polsce mają powstać modelowe punkty zajmujące się leczeniem potrąconych zwierząt. Ekolodzy proszą też o nadsyłanie informacji, czy i jak problem potrąconych zwierząt rozwiązywany jest w poszczególnych gminach

-PAP-
2009-04-02 11:49:01

Przywiązał psa do drzewa i oblał go kwasem


Poprzedni właściciel pięciomiesięcznej wyżlicy niemieckiej przywiązał zwierzę do drzewa w lesie i zostawił na pastwę losu. Prawdopodobnie suka została oblana jakąś żrącą substancją. Szczenię tylko cudem ocalało.

Może ktoś zna właściciela ???

- Patrząc na to słodkie szczenię, które znaleziono w lesie koło Przęsocina, trudno uwierzyć, że jest na świecie człowiek, który zadał jej tyle cierpienia - przyznaje Anna Kiepas-Kokot, prezes TOZ w Szczecinie.

Inspektorzy TOZ widzieli już niejedno. Do szczecińskiego oddziału tej instytucji trafiają zwierzęta okaleczone, porzucone, przebywające w strasznych warunkach. Historia Miłki, pięciomiesięcznej wyżlicy niemieckiej, poruszyła jednak nawet pracowników TOZ.

Miłka została odnaleziona 19 marca o godzinie 6 rano. Była przywiązana do jednego z drzew w przęsocińskim lesie. Natrafił na nią pies należący do rodziny, która mieszka niedaleko tego miejsca.

- Miłka miała na sobie szelki i długą niebieską smycz, mocno okręconą wokół drzewa, by nie udało jej się oswobodzić z uwięzi

- opisuje Anna Kiepas-Kokot.

- Gdy ją odnaleźliśmy miała cały pysk w strasznych bliznach. Każdy ruch wywoływał cierpienia, a spacer w wilgotną pogodę wywoływał okrutny świąd.

Badania wykluczyły grzybicze podłoże tych zmian. Prawdopodobnie Miłka została oblana jakąś żrącą substancją. Suczka przebywa w tej chwili w szczecińskiej siedzibie TOZ.

Jest leczona. Mimo strasznych przeżyć, jest ufna wobec człowieka. Wierzy, że wkrótce znajdzie nowy dom.

Inspektorzy TOZ nie ustają w wysiłkach, by odnaleźć sprawcę tego okrucieństwa. Bez pomocy Czytelników "Głosu” może to być bardzo trudne.

- Apelujemy do wszystkich, którzy kojarzą Miłkę, by powiadomili nas o tym, do kogo należała, gdzie mieszkała, kto się nią opiekował - mówi prezes TOZ.

- Każda informacja może pomóc odnaleźć jej właściciela, a także ustalić sprawcę tego okrucieństwa i postawić go przed sądem.

Mamy nadzieję, że zostanie on ukarany najwyższym z możliwych wyroków - dwoma latami więzienia.

- Źródło: gs24.pl - Ktoś przywiązał psa do drzewa i oblał kwasem. Sprawca poszukiwany-
2009-03-28 11:13:50

Nowa rasa Psa


Pierwszy taki pies w Polsce

Caramel świetnie czuje się w naszym kraju.

Suczka Caramel przyleciała do Polski 4 grudnia aż z Warragul w Australii. Psa, którego ma już Jeremy Clarkson, Jennifer Aniston, a wkrótce będzie miał Barack Obama, ma także Śląsk.

Wczoraj podczas zorganizowanej w Katowicach konferencji prasowej poznaliśmy pierwszego australijskiego labradoodla w Polsce.

- Sprowadzenie go do kraju to było duże i kosztowne przedsięwzięcie - przyznaje Edyta Gajewska, twórczyni hodowli australijskich labradoodli.

- To nowa rasa psa, która wywodzi się z labradorów i pudli, ale nie tylko. W jej żyłach płynie też na przykład krew irlandzkiego spaniela wodnego.

Ta rasa przez ostatnie 20 lat była tworzona w Australii przez dwa główne centra badawcze Rutland Manor i Tegan Park. Na obecny wygląd i cechy labradoodli składa się aż dwadzieścia lat selektywnej hodowli, to jest blisko dziesięć pokoleń! Efektem tych prac jest niezwykle spokojny pies, chętnie uczący się, sprawdzający się w dogoterapii.

To również pies przyjazny alergikom, w 99 proc. przypadków nie wywołujący reakcji alergicznych - opowiada Edyta Gajewska. Jej hodowla dopiero powstaje.

W lutym do 7-miesięcznej Caramel dołączył Onyx, a w kwietniu przyleci Goldi. Za cztery miesiące urodzą się w Polsce szczenięta. Będą kosztować po około 10 tys. zł.

Caramel już pracuje z dziećmi z Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym w Częstochowie.

- KAW - POLSKA Dziennik Zachodni -
2009-03-27 17:41:07

Rolnicy gotują się do walki cd ... zabija zwierzęta i sieje strach


Rolnicy gotują się do walki z tajemniczą bestią z Opola

Zwierzę zarejestrowane w kadrze amatorskiego filmu przypomina panterę lub pumę.

Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego w Raciborzu ostrzega przed atakami tajemniczego drapieżnika, który zbliżać się już ma do granic Raciborszczyzny. Zwie

rzę, prawdopodobnie puma, zaatakowało dotąd kilka gospodarstw rolnych w powiatach prudnickim, głubczyckim i kędzierzyńsko-kozielskim. Jego ofiarą padło kilkanaście zwierząt hodowlanych, w tym cielaki i warchlaki. Bestia przemieszcza się w zaskakująco szybkim tempie. W sobotę drapieżnik upolował sarnę na terenie Głubczyc, a w niedzielę, 30 kilometrów dalej, w miejscowości Łany w powiecie kędzierzyńsko-kozielskim, rozerwał klatkę i pożarł królika hodowlanego.

Wczoraj rano w starostwie powiatowym w Raciborzu zebrał się sztab antykryzysowy.

W związku z licznymi atakami na zwierzęta hodowlane na obszarach graniczących z naszym powiatem apelujemy do mieszkańców o zachowanie ostrożności. W godzinach rannych i wieczornych należy unikać poruszania się w obszarach leśnych oraz słabo oświetlonych miejscach. Gospodarze powinni dobrze zabezpieczyć inwentarz - mówi Krzysztof Szydłowski, szef Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Raciborzu. O

niebezpieczeństwie powiadomiono policję, straż pożarną, koła łowieckie oraz szkoły. Komunikat rozesłano do wszystkich gmin. Na mieszkańców padł blady strach.

- W telewizji mówiono, że niebezpieczny drapieżnik grasuje w Głubczycach. Jest coraz bliżej. Obawiamy się o zwierzęta - mówi Józef Strachota, gospodarz z Pietraszyna, który hoduje krowy.

- Zamykamy drzwi do obory, ale nie wiem, czy to będzie skuteczna przeszkoda. Nie pojęcia jak się w razie ataku zachować i jak obronić bydło - dodaje.

Marek Szaciło, powiatowy lekarz weterynarii z Głubczyc, gdzie już wcześniej wydano zakaz wstępu do lasów, przestrzega, by nie prowokować drapieżnika.

- Nie wolno do niego podchodzić. Mieszkańcy nie powinni wyprowadzać teraz swoich psów. Dziki kot może rzucić się na człowieka. Należy unikać jakiegokolwiek kontaktu z drapieżnikiem - mówi Marek Szaciło. Nikt nie jest w stanie określić, co to za bestia.

- Najpierw nie wykluczaliśmy bezpańskich psów, bo ich tropy znaleziono w kilku miejscach. Jednak sarna, którą znaleziono ostatnio bezsprzecznie została zagryziona przez wielkiego kota - wyjaśnia Szaciło.

- Jednak na pewno nie jest ryś, który jest dość charakterystyczny - dodaje.

Centra kryzysowe we wszystkich czterech powiatach dysponują amatorskim filmem nagranym przez jednego z mieszkańców. Obraz jest dość niewyraźny, sfilmowane tam zwierzę przypomina nieco pumę. Policja podejrzewa, że wieli kot uciekł z jakiejś hodowli bądź pochodzi z nielegalnego importu.

- Hipotez jest mnóstwo. Nie posiadamy jednak informacji z zoo ani cyrków, że komuś zginął duży kot. Podejrzewamy jednak, że zwierzę mogło uciec podczas transportu - mówi podinspektor Jarosław Dryszcz z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu.

- Drapieżnik mógł przedostać się do nas z Czech. Z informacji jakie posiadamy wynika, że tam można legalnie hodować takie zwierzęta - dodaje.

Centrum Zarządzania Kryzysowego w Raciborzu prosi mieszkańców o kontakt w przypadku zauważenia zwierzęcia.

Można dzwonić pod numer telefonu
: 032 412-06-02 lub do straży pożarnej w
Raciborzu:
032 415-21-07

albo alarmowy: 998.

To nie pierwsza sytuacja w Polsce, gdy urzędnicy i służby mundurowe uganiają się za tajemniczym zwierzęciem. Podobny przypadek miał miejsce w ubiegłym roku w Krakowie.

W październiku przez kilka dni poszukiwano tam drapieżnika sfilmowanego przez mieszkańca wsi Jeziorzany. Film był niewyraźny, a zwierzę sfilmowano z dużej odległości. Podejrzewano, że może to być młody lew. Zorganizowano wielką akcję poszukiwawczą. W obławie uczestniczyło kilkudziesięciu policjantów.

-W końcu poszukiwania przerwano. Uznano, że bohaterem filmu mógł być duży pies. Rolnicy z Raciborza mają nadzieję, że i tym razem prawda nie będzie tak straszna.

- Puma, nie puma, myśliwi szybko powinni się z nią uporać. Bo przecież sami na tego drapieżnika nie zapolujemy - mówi Józef Strachota.



Bez procedur

Tragicznie zakończyła się obława na tygrysa, który w marcu 2000 roku uciekł z warszawskiego zoo.

Policja nie dysponowała wówczas żadnymi procedurami postępowania w takich przypadkach. Tygrys miał zostać uśpiony przez weterynarza. Jednak w wyniku bezładnej strzelaniny, policjanci przypadkiem zastrzelili lekarza, który znalazł się na linii strzału.

W sierpniu 2006 roku mieszkanka Jaworzna, podczas spaceru na osiedlu, znalazła dwa małe krokodyle.

Jeden z gadów miał na pysku ślad po uderzeniu ostrym narzędziem i wkrótce zdechł. Drugiego nie udało się złapać.

Aleksander Król - POLSKA Dziennik Zachodni -

2009-03-25 15:21:45

cd ... zabija zwierzęta i sieje strach


Policjanci i myśliwi szukają drapieżnego kota w okolicach Kędzierzyna-Koźla Sławomir Draguła

Ślad łapy drapieżnika w lesie pod Głubczycami.

Patrolowane są tereny w gminie Cisek, gdzie w Łanach zwierzę splądrowało klatki z królikami.

- Ostrzegamy mieszkańców by sami nie zapuszczali się do lasów i w miejsca słabo zaludnione - mówi Józef Gisman, starosta kędzierzyńsko-kozielski.

Kędzierzyńskie starostwo nawiązało kontakt z Antonim Gucwińskim, wieloletnim dyrektorem wrocławskiego ZOO.

- Powiedział nam, że drapieżniki z rodzin pumowatych agresywnie reagują na ludzi jeżdżących rowerami - mówi Gisman. - Zaobserwowano to we wrocławskim ogrodzie zoologicznym. Radzimy więc mieszkańcom, by przez najbliższe dni zrezygnowali z jazdy rowerem.

O drapieżniku poinformowane zostały też władze powiatu raciborskiego graniczącego z powiatem kędzierzyńsko-kozielskim oraz czeskiej Ostravy.

Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego w Raciborzu powiadomiło z kolei władze gmin: Rudnik, Pietrowice Wielkie, Racibórz, Krzanowice, Krzyżanowice, by poinformować ludzi o możliwym zagrożeniu.

Przypominamy.

Zwierzęta hodowlane należy zabezpieczyć w pomieszczeniach gospodarczych a ludzie powinni ograniczyć przebywanie poza terenami niezabudowanymi i w obszarach słabo oświetlonych.

O każdym przypadku zauważenia zwierzęcia przypominającego dużego kota trzeba poinformować policję pod numerem 997 (112 z telefonu komórkowego).

Sławomir Draguła - nto.pl -

2009-03-24 13:02:36

Makabra w hodowli psów urodzonych do zabijania


Na drastycznych zdjęciach i filmie, które można znaleźć w internecie (www.zwierzak.org.pl), można zobaczyć m.in., jak dwa psy z hodowli rozszarpują trzeciego / Fot. Polskatimes.pl

Mieszkańcy Kuźnicy, w gminie Zelów (w pow. bełchatowskim), są wstrząśnięci i przerażeni. Odkryli, że ich sąsiad w skandalicznych warunkach hoduje psy tresowane do zabijania.

Zaniepokoiły ich szczątki zwierząt, które znajdowali na polach i fetor, który unosi się wokół hodowli.

Na posesji właściciel w małych klatkach trzyma kilkadziesiąt psów rasy tosa inu, która zaliczana jest do najagresywniejszych ras na świecie. W ramach treningu właściciel szczuje psy na siebie, a te się zagryzają.

O sprawie stało się głośno, kiedy w internecie pojawiło się wstrząsające nagranie, na którym widać jak dwa rozwścieczone psy rozszarpują trzeciego.

- Nagrałem to telefonem komórkowym. Wyłączyłem go, gdy psy rozszarpały jednego z nich na drobne kawałki, a wnętrzności rozniosły po podwórku

- mówi Zbigniew Kołodziejski. -

Dalej nie mogłem nagrywać.

Kołodziejski, mieszkający w sąsiedztwie dzikiej hodowli, mówi, że od czasu, gdy właściciel psów sprowadził się do okolicy, przeżywa gehennę. Agresywne zwierzęta wielokrotnie uwalniały się i terroryzowały jego i żonę. Często w ostatniej chwili udawało im się uniknąć pogryzienia. W sąsiedztwie słychać było przeraźliwy skowyt psów.

Postanowił sam sprawdzić, co dzieje się w hodowli. Podszedł do wysokiej siatki okalającej posesję. Był przekonany, że to właściciel znęca się nad czworonogami. To co zobaczył, przeszło jego oczekiwania.

Pan Zbigniew, aby nagłośnić sprawę nagranie umieścił w internecie. Nie ma wątpliwości, że psy szkolone są do zabijania i walk za pieniądze.

- Ten człowiek szkoli je do walki, bo chyba nie na pokaz mody - mówi.

Hodowlą agresywnych psów pod Zelowem zajęła się już bełchatowska policja i prokuratura.

- Badamy tę sprawę. Psy są bardzo zaniedbane

- mówi Danuta Grzybowska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Bełchatowie.

- Jeśli udowodnione zostanie, że ten człowiek znęcał się nad zwierzętami, to będzie przygotowany akt oskarżenia - dodaje.

Nie wyklucza najbardziej surowej kary. Za znęcanie się nad zwierzętami grozi do dwóch lat więzienia.

Hodowlę skontrolowała już Grażyna Fałek, prezes Towarzystwa Ochrony nad Zwierzętami w Piotrkowie.

- To co zobaczyłam, było przerażające. To nie hodowla, a zakład produkcji psów, aby na nich zarabiać - mówi Grażyna Fałek.

- Stajnia, którą właściciel adaptował na pomieszczenie dla psów, nie spełnia żadnych warunków.

Psy mają słomę i to wszystko. Po umieszczeniu informacji o hodowli na naszej stronie internetowej, otrzymałam sygnały, że pod Pabianicami była podobna hodowla. Jej właściciel ją zlikwidował i przeniósł pod Zelów. To może być ta sama osoba.

Z właścicielem hodowli nie udało nam się skontaktować.

Zachodniopomorska policja zlikwidowała w lipcu ub.r. nielegalną hodowlę pitbulli przeznaczonych do walk. Stanisław S. trzymał 23 psy dorosłe i 12 szczeniąt.

Zmuszał szczeniaki do walki między sobą o pożywienie, wieszając im mięso na sznurku nad klatką.

Psy miały trafić do Niemiec, gdzie walki psów, choć nielegalne, odbywają się regularnie.

W Polsce ceny psów wyszkolonych do walk dochodzą do 10 tys. euro, stawki w nielegalnych zakładach dotyczących psich walk do 150 tys. euro, a zawiadomienie o miejscu, gdzie nielegalne walki się odbywają i możliwość obejrzenia walk - kosztuje ok. 5 tys. zł.

- G. Maliszewski, M. Buchalska - Dziennik Łódzki

2009-03-24 12:40:31

Zabija zwierzęta i sieje strach


Zabija zwierzęta i sieje strach wśród ludzi. Wielki kot grasuje w Polsce (wideo)



Przypadkowa osoba odnalazła w niedziele wieczorem na polach kołu Głubczyc - Lasu resztki sarny, upolowanej w sobotę przez drapieżnego kota.

Dziś w południe na miejsce udał się sztab antykryzysowy z dyrektorem ZOO w Opolu, który potwierdził, że tropy na ziemi i ślady na zabitym zwierzęciu z całą pewnością zostawił duży, drapieżny kot. Gatunku nie można dokładnie sprecyzować, ale jest to puma, irbis lub lampart.

Burmistrz Głubczyc wprowadził zakaz wstępu do sąsiedniego kompleksu leśnego, który ma być sprawdzany przez straż miejską i policję.

W starostwie uruchomiono całodobowy numer telefoniczny 722 392 885, pod który można zgłaszać wszystkie informacje o zwierzęciu.

Koła łowieckie od dziś będą całodobowo patrolować ten region powiatu. Władze zapowiadają, że jak tylko uda się zlokalizować drapieżnika, podejmą próbę złapania go przy wykorzystaniu broni strzelającej ładunkiem usypiającym.

Wojewoda nie wydał pozwolenia na zabicie zwierzęcia, więc kot ma zostać odłowiony.

Służby w czeskiej Ostrawie i Ołomuńcu rozpoczęły obserwację terenów przygranicznych, gdzie mógł uciec drapieżnik poszukiwany w Opolskiem.

Wieloletni dyrektor wrocławskiego ogrodu zoologicznego Antoni Gucwiński wątpi, by obława przyniosła skutek i dołącza się do apeli sztabu kryzysowego, by nie wchodzić do lasu.

Jeżeli przyjmiemy, że to puma, czy pantera, to on nie będzie się trzymał terenu, bo jest przerażony.

- Trzeba mu podłożyć środki usypiające tam, gdzie on spocznie na chwilę i będzie miał pewność, że jest spokojnie i nie jest atakowany - powiedział Gucwiński w radiu RMF.

- GW -

2009-03-23 21:11:03

Prawdopodobnie najbrzydszy kot świata


fot. William Meservey/WBZ

Jego klatkę piersiową pokrywa sierść, ale reszta ciała jest całkowicie bezwłosa i podobna do gumy. Ma ogon podobny do szczurzego i pomarszczony pysk - opisuje WBZ TV na swojej stronie internetowej.

- Co to do licha jest?

- pytają goście szpitala dla zwierząt w brytyjskim Exeter i nikt się temu nie dziwi.

- Ohydny - ocenia jedna z klientek szpitala.

- Nosi swój strój na Halloween przez cały rok

- mówi Christie Hartnett, asystentka lekarza weterynarii.

Mowa o 8-letnim kocie o imieniu Ugly Bat Boy, w skrócie Uggy, który stanowi genetyczną zagadkę. Świetnie nadawałby się do filmu "Gwiezdne wojny".

- To mój kot. Uwielbiam go! - przekonuje doktor Stephen Bassett.

- Kiedyś uciekł i nieźle wystraszył sąsiadów. Nie wiedzieli, co to za zwierzę - opowiada weterynarz.

Ugly Bat Boy miał równie brzydką siostrę, która zdechła mimo usilnych działań Bassetta, by ją ocalić. Niesamowicie brzydki kot jest mimo swego wyglądu kochany przez swego właściciela, który dostrzega w nim swego rodzaju... piękno. Uggy mieszka w klinice i chętnie spędza czas z klientami swego właściciela.

Najbardziej lubi wylegiwać się w pobliżu ciepłych komputerów.

wiadomosci.onet.pl

2009-03-04 21:30:38

Kot złapany we wnyki


 Archiwum

Kot złapany we wnyki, policja sprawdza kto założył pułapkę.

W metalowy potrzask, wyłożony na prywatnej posesji w Krośnie, złapał się kot sąsiadów. Zwierzak jest w ciężkim stanie.

Policja wyjaśnia kto odpowiada za wyłożenie pułapki.

Mieszkanka dzielnicy Polanka zawiadomiła policję, że jej kot wpadł w metalowy potrzask na posesji sąsiada.

- Kobieta z pomocą męża uwolniła zwierzę, ale kot bardzo poważnie ucierpiał

- mówi Marek Cecuła, rzecznik KMP w Krośnie.

- Ma zmiażdżoną łapę, zerwane ścięgna. Jego stan jest bardzo ciężki.

Nie wiadomo, kto założył tę pułapkę. Posesja, na terenie której znajdował się potrzask, nie jest jeszcze zamieszkała. Osobie tej grozi odpowiedzialność karna za znęcanie się nad zwierzętami.

Ewa Gorczyca nowiny24.pl

2009-03-03 23:01:07

Będą kastrować psy i koty


- Takie akcje sprawiają, że w mieście nie przybywa bezpańskich zwierząt - mówi Dariusz Buksa.

(fot. Tomasz Krzymiński)

W Głogowie w najbliższych dniach można znacznie taniej wysterylizować psa lub kota.

Zachęcają do tego głogowscy weterynarze. Bo dzięki temu nie przybywa niechcianych szczeniaków i kociąt.

Lekarze weterynarii z Głogowa włączają się do ogólnopolskiej kampanii.

- U nas nie jest to dzień sterylizacji, ale miesiąc - tłumaczy jeden z nich Dariusz Buksa.

- Wystarczy zadzwonić do jednego z gabinetów i umówić się na taką wizytę. Z tego, co zauważyłem wczoraj, to oprócz mojego, w akcji biorą udział zdaje się jeszcze trzy. Zabieg jest prosty. Jak przekonuje weterynarz, rozciągają akcję w czasie, żeby niepotrzebnie nie robić tłoku w gabinetach.

- A robienie pięciu czy dziesięciu takich zabiegów jednego dnia także męczy - wyjaśnia D. Buksa.

- Nie muszą się też denerwować ludzie, którzy przyjdą z chorym czworonogiem. Umówiona wizyta, to wygoda.

W tym roku, podobnie, jak w poprzednich, głogowscy weterynarze akcję przeprowadzają w marcu. Sterylizacja nie jest prowadzona zupełnie za darmo.

- Jeśli zabieg kosztuje 200 zł, to wykonywany jest na przykład za 100 - dodaje D. Buksa. - My weterynarze rezygnujemy z pieniędzy za robociznę, ale koszty materiałów trzeba ponieść.

Według niego to najlepszy sposób walki z bezdomnymi i niechcianymi zwierzętami.

- Nie można tylko gadać, bo to za mało, my działamy. Wychodzimy z tą inicjatywą do ludzi - tłumaczy.

Cieszy się, bo każdego roku zwiększa się liczba sterylizowanych zwierzaków.

- Świadomość ludzi rośnie - zauważa.

- A problem niechcianych psiaków czy kotów jest ogromny. Bardzo często przychodzą ludzie i lamentują, że urodziło im się osiem szczeniaków i nie mają co z nimi zrobić.

Ludzie podrzucają weterynarzom czworonogi, inne pałętają się po mieście. A sterylizacja pozwala ograniczyć ich liczbę.

- Tomasz Krzymiński - Gazeta Lubuska

2009-02-28 12:14:46

Były milicjant nadal handluje kocimi skórami


Były biłgorajski milicjant 23 lutego ponownie ogłosił się w Gazecie Reklamowej Powiatu Biłgorajskiego Nowa Wieść.

(Fot. Archiwum)

Mężczyzna z Biłgoraja, którego nakryliśmy na handlu kocimi skórami, nic sobie nie robi z postępowania, które prowadzi w tej sprawie biłgorajska prokuratura. Nadal ogłasza się w lokalnej gazecie ze swoją ofertą.

Mężczyzna, który handluje kocimi skórami, a w rozmowie z nami chwalił się, że ma "własną hodowlę świeżych kotów”, jest byłym milicjantem. Ze służby w biłgorajskiej milicji odszedł w 1986 roku.

W najnowszym numerze lokalnej gazety (z 23 lutego) ponownie zaoferował do sprzedaży wyprawione skóry z kotów. Dziś w rozmowie telefonicznej zaproponował nam kupno takiej skórki za 50 zł.

Jak to możliwe, skoro policja zabezpieczyła skóry podczas przeszukania?

- Skóry są wykorzystywane w ramach postępowania - informuje Zbigniew Reszczyński, prokurator rejonowy z Biłgoraja. - Szczegóły zna policja, która dostała od nas wytyczne i działa zgodnie z nimi.

O to, co dzieje się ze skórami (również tą, którą kupił nasz dziennikarz i przekazał policji) prokurator Reszczyński kazał nam pytać policję w Biłgoraju. Ale odpowiedzi nie otrzymaliśmy.

- Postępowanie nie jest jawne - ucina Milena Galarda, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Biłgoraju. - Wykonywane są czynności. To wszystko co mam do powiedzenia.

Powodów do tajemnicy nie widzi jednak Komenda Wojewódzka Policji w Lublinie.

- Tu nie ma co utajniać - dziwi się Janusz Wójtowicz, rzecznik komendy. - Skóry na pewno nie zostały zwrócone mężczyźnie. Trzeba przecież wykonać ekspertyzy, w jaki sposób zostały one pozyskane. Należy też zbadać, czy nie pochodzą od chorych zwierząt. To rzeczywiście mogłoby stwarzać zagrożenie epidemiologiczne.

W miniony piątek, gdy ujawniliśmy skandaliczny proceder, Janusz Wójtowicz zaapelował do mieszkańców Biłgoraja, by zgłaszali się na policję, jeśli zginął im w ostatnim czasie kot. Po zabezpieczonych przez policję kocich skórach mieli rozpoznawać swoje zwierzęta.

Oburzenia na handel w centrum Biłgoraja kocimi skórami nie krył burmistrz miasta Janusz Rosłan, który już rok wcześniej poinformował o tym procederze policję. Wtedy sprawę umorzono.

Tymczasem wszystko wskazuje na to, że "koci biznesmen” nic sobie z tego nie robi, skoro w lokalnej gazecie ponawia swoją ofertę. Poinformowaliśmy o tym rzecznik Galardę.

- Proszę to zgłosić do dyżurnego. Najlepiej osobiście - odesłała nas.

- Magdalena Bożko - dziennikwschodni.pl

2009-02-27 14:19:14


www.tasdj.pl internet

Copyright©'2002-2008
Koty rasowe - rasowe koty - hodowla kotów rasowych TASDJ*PL