TASDJ*PL- HODOWLA KOTÓW RASOWYCH.
W hodowli koty rasowe Brytyjskie albo Brytyjczyki, kocięta
Szkockie i rasowe koty Sfinks lub Sphynx.
Kocięta, koty rasowe, reproduktory danych ras.
W serwisie który nazwaliśmy KOTY RASOWE - RASOWE KOTY -
znajdziecie bieżące informacje ze świata kociego i
Stowarzyszenia Koty Rasowe , Forum KOTY.PL - na którym
można wymieniać się doświadczeniami i uzyskać niezbędne
porady , KOCIAKI DLA CIEBIE to mioty kocie na sprzedaż
z naszej hodowli , OGŁOSZENIA HODOWLANE -to darmowe
ogłoszenia zwierzęta, koty, psy ,w zakładce RASY KOTÓW-
znajduje się encyklopedia kotów, RANKING STRON o tematyce zwierzęcej KATLOG STRON który zajmuje się promocją stron w internecie,mamy relacje z wystaw ,galerie zdjęć kocich i inne ciekawostki.Staramy się cały czas coś zmieniać dokładać aby Oglądający nie znudzili się portalem TASDJ*PL
Kryzys zagląda do psich misek. W Azylu, bialskim schronisku dla bezdomnych zwierząt, jest ich więcej, niż planowano. Mniejsze są za to niż potrzeba fundusze
na utrzymanie podopiecznych schroniska.
Adopcja wirtualna
Miłośnicy zwierząt mogą płacić na utrzymanie konkretnego psa, który znajduje się w Azylu. Wystarczy wejść na stronę internetową schroniska http://bialapodlaska.schronisko.net/ i wybrać psa do wirtualnej adopcji. "Azyl” czeka także na karmę, konserwy, kołdry, koce, garnki (mogą być używane) ale głównie potrzebne są pieniądze
- Nadchodzą ciężkie czasy, bo ubywa nam sponsorów. A jednocześnie systematycznie pod ogrodzenie podrzucane są kolejne psy i nie ma chętnych na ich adopcję. Codziennie dla 320 zwierząt przygotowujemy siedem olbrzymich parników jedzenia - opowiada Marek Pawłowski, kierownik bialskiego schroniska.
- Schronisko zostało zbudowane przed prawie 10 laty dla zaledwie 40 psów - dodaje kierownik, który jest politologiem z wykształcenia, ale zajmuje się zwierzętami. - Musimy łapać bezpańskie psy. Przyjmujemy kolejne, które uległy jakimś wypadkom. W piątek na ulicy Witoroskiej samochód potrącił czarnego pieska z jasnymi łapkami. Martwimy się o jego stan, zwłaszcza że zwierzę bardzo tęskni za właścicielem.
- Mieliśmy w domu wilka, ale nam uciekł. Tata teraz chce psa ze schroniska
- mówi Monika Bujak z Radzynia Podlaskiego, która wczoraj przyjechała do Azylu po zwierzaka i zabrała śliczną roczną suczkę. Pracująca w schronisku Mirosława Sawicka musiała pomóc w adopcji. Dźwigała dużego psa do samochodu pani Moniki, bo suka nie chciała sama wyjść z terenu schroniska. Miała tu ocieploną budę i karmę.
Kierownik opowiada, że ciągle w schronisku dzwoni telefon, chodzi o przygarnięcie kolejnych bezdomnych psów. - W całym regionie schroniska są przepełnione. Azyl dostaje zaproszenia do udziału w przetargach na zajęcie się psim problemem w wielu miastach. A bialskie schronisko jest tylko dla psów z Białej Podlaskiej - tłumaczy Pawłowski.
Pomoc dla pani Krystyny
Pod koniec stycznia pisaliśmy o historii 75-letniej pani Krystyny, która przerażona skargami sąsiadów utopiła kilka szczeniąt, choć od lat opiekuje się wieloma kotami i psami.
Na nasz apel o pomoc dla ubogiej emerytki zareagowali Czytelnicy. Jako pierwsza 50 złotych przysłała pani Jolanta ze Świdnika. Pani Krystyna bardzo dziękuje za wsparcie. Pieniądze dla emerytki można przekazywać za pośrednictwem schroniska Azyl. Także w kilku podlaskich gminach radni i urzędnicy dostrzegają konieczność wyłapywania bezpańskich zwierząt.
- U nas w Kodniu jest plaga psów. Kundle żyją na wysypisku śmieci. Mieszkańcy informują, że psy zabijają im króliki i są agresywne - mówi Kazimiera Adamiec, radna powiatu bialskiego. Robert Gmitruczuk, nowy sekretarz kodeńskiego Urzędu Gminy, zapowiada, że z innego powiatu zostanie wezwana ekipa do wyłapania psów. Za każdego zabranego z gminy bezpańskiego psa gmina płaci około 500 zł.
Krzysztof Iwaniuk, terespolski wójt, uważa, że same gminy nie poradzą sobie z tym problemem. - Konieczne jest ewidencjonowanie każdego psa, jak to robi się na Zachodzie. Tam policja wymaga i przestrzega, by każde zwierzę miało właściciela, który jest za nie odpowiedzialny.
Mężczyzna pogryziony przez psa zmarł na wściekliznę
Indonezyjczyk zmarł na wściekliznę po tym jak został pogryziony przez psa na popularnej wśród turystów wyspie Bali - podały miejscowe władze.
28-letni mężczyzna z nadmorskiego miasta Kuta zmarł w grudniu ubiegłego roku, dwa miesiące po pogryzieniu przez bezpańskiego psa.
Władze prowadzą obecnie śledztwo w sprawie pięciu zgonów w związku z podejrzeniem o wściekliznę; 16 osób hospitalizowano.
W związku z zagrożeniem wścieklizną uśpiono na Bali 1500 bezpańskich psów.
W ostatnich tygodniach indonezyjskie służby weterynaryjne zaszczepiły przeciwko wściekliźnie ok. 37 tys. zwierząt domowych, a kilkudziesięciu ludzi pogryzionych przez chore zwierzęta otrzymało serię zastrzyków przeciwko tej chorobie.
Sklonowany pies Lancelot zamieszka pod słońcem Florydy
W połowie ubiegłego roku informowaliśmy o nowej firmie Bioarts International, która w porozumieniu z koreańskimi naukowcami jako pierwsza zaczęła oferować komercyjne klonowanie zwierząt domowych na zamówienie. Serwis ten nosi nazwę “Best Friends Again” (”Przywracanie Najlepszych Przyjaciół”). Wygląda na to, że pierwsze zamówienie zostało właśnie zrealizowane. Nina i Edgar Otto z miejscowości Boca Raton na słonecznej Florydzie przed kilkoma dniami odebrali z lotniska Miami International swojego maleńkiego 3-miesięcznego labradorka Lancelota Encore, którego DNA jest wierną kopią ich własnego pupila, który zmarł na raka na początku stycznia 2008 roku.
Firma BioArts International jako jedyna na świecie posiada licencję na komercyjne klonowanie psów, kotów oraz zagrożonych wyginięciem gatunków zwierząt. Firma posługuje się tą samą technologią klonowania z komórki somatycznej, dzięki której w 1996 roku na świat przyszła słynna owca Dolly (pomimo, że technologia ta została zarzucona przez twórców słynnej owieczki jako mało efektywna - przyp. hlbiotech).
W maju 2008 roku podawaliśmy informację nt. sześciu aukcji, w których można było wygrać sklonowanie swojego pupila. Firma dla podgrzania atmosfery wokół licytacji ogłosiła, że być może będą to jedyne realizacje i oferta już więcej się nie powtórzy. Aukcja wywołała wiele pytań, przede wszystkim, po co klonować psy, skoro i tak taki sam DNA nie gwarantuje, że nowy pupil będzie się zachowywał tak jak poprzednik. Co więcej, jest tyle innych bezdomnych, bezpańskich psów w schroniskach, które warto przygarnąć, tym bardziej że cena takiego klonowania to ponad 150.000 dolarów - a więc równowartość domu czy niezwykle luksusowego samochodu.
Jak widać, są jednak osoby, których miłość do własnego domowego pupila jest bezgraniczna i nawet w czasach kryzysu ekonomicznego są w stanie wyłożyć dużo pieniędzy (155 000 USD), by sprowadzić szczęście do własnego rodzinnego domu.
“Tak, zdajemy sobie sprawę, że jest to znaczny wydatek teraz, jednak jak wiemy, każda technologia staje się z czasem powszechna, ogólnie dostępna i tańsza“, mówi Nina Otto.
“Jedyną smutną rzeczą jest to, że psy tak krótko żyją. Czy to nie byłoby cudowne, móc przeżyć całe swoje życie z jednym i tym samym psem?“, pyta retorycznie pani Otto.
Należy dodać, że państwo Otto mają już 9 innych psów, zapragnęli jednak wprowadzić do domowego ogniska ducha swojego Lancelota.
“Tak, to było sporo pieniędzy. Jednak postanowiłam sprzedać coś, co było dla mnie sporo warte, aby otrzymać coś innego, wartego jeszcze więcej“, tak pani Otto uzasadniała sprzedaż częśći rodzinnej kolekcji biżuterii, by sfinansować klonowanie Lancelota.
Materiał filmowy pokazujący sklonowanego Lancelota:
Sprawa dotkliwego pogryzienia pani Moniki przez kilkunastomiesięczną sukę znalazła swój finał w sądzie. Kobiecie założono 30 szwów. Straciła czucie w ręku. Opiekun Sary twierdzi, że to nie jego wina. Grozi mu do roku więzienia.
Ona dosłownie rzuciła się na mnie. Powaliła na ziemię. Rozszarpała mi kurtkę i rzucała się do szyi. Zasłaniałam się ręką. Od razu zalałam się krwią - opowiada pani Monika.
Kobieta została zaatakowana przez rozwścieczonego amstaffa. Do tej pory nosi pamiątkę po tym spotkaniu: 30 szwów na prawej ręce.
Sprawa jest na tyle poważna, że znalazła swój finał w sądzie. Stronom nie udało się porozumieć co do wysokości odszkodowania, dlatego sąd rozstrzygnie spór. w poniedziałek początek procesu. Opiekunowi Sary grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub więzienia do roku.
Pokrzywdzona: Biegła prosto na mnie
Przypomnijmy. Do pogryzienia doszło w listopadzie ubiegłego roku. Pani Monika zamykała budkę z odzieżą używaną, której jest właścicielką. Przystanęła, by porozmawiać z sąsiadami. W pewnym momencie zobaczyła, że z podwórka obok wybiega amstaffka sąsiada. - Biegła prosto na mnie. Nie zwracała uwagi na nikogo innego - wspomina.
Kobieta upadła. Pies rozszarpał jej ubranie i ciągał po ziemi. Sąsiedzi próbowali pomóc pani Monice, lecz każda próba uderzenia rozjuszonego psa, sprawiała, że suka mocniej wbijała zęby w rękę kobiety. Puściła dopiero wtedy, gdy usłyszała głos opiekuna. Mężczyzna, któremu kilkunastomiesięczna Sara pilnuje posesji, to sąsiad pogryzionej.
Sprawą zajęła się prokuratura. Według prawa, opiekun musi odpowiednio zabezpieczyć teren posesji, by agresywny pies nie mógł się z niej sam wydostać.
Sara terroryzuje mieszkańców Antoniuka
Mieszkańcy Antoniuka, gdzie doszło do pogryzienia, tłumaczą, że Sara już kilka razy sama wybiegała przez otwartą furtkę. Widzieli, jak biegała po ulicy. Twierdzą, że suka jest w stanie przeskoczyć ogrodzenie. Wzbudza strach wśród mieszkańców.
- Nie ma dnia, by nie ujadała. Rzuca się bez powodu na bramę. A skacze może na dwa metry
- mówili kilka dni po ataku na panią Monikę.
Mężczyzna, który trzyma Sarę, tłumaczył, że sama nie mogła otworzyć żelaznej furtki. - Ktoś złośliwy musiał to zrobić - wyjaśniał. Było mu jednak przykro, że doszło do tego zdarzenia.
16-letni Stanisław S. i jego 15-letni kolega Piotr D. za okrutne zabicie psa zostali skazani na poprawczak. Ale tylko w zawieszeniu. Mają też przepracować 10 godzin w schronisku dla zwierząt.
Wyrok wydał dziś sąd rodzinny i dla nieletnich w Lublinie. Praca w schronisku to jedyna dolegliwość, która spotka oprawców za pastwienie się nad zwierzęciem.
Latem ub. roku obaj nieletni wraz z 11-letnim Damianem (to brat sądzonego 16-latka) dopadli szczeniaka. To co z nim zrobili, nagrali telefonem komórkowym. Na filmie widać, jak młody pies z podpaloną sierścią stara się uciec przed kilkoma chłopakami. Oprawcy są rozbawieni. Kopią i depczą zwierzaka.
Dręczyciele wpadli, bo postanowili pochwalić się swym wyczynem. Rozsyłali film kolegom. W końcu jeden ze słuchaczy przesłał go Radiu Lublin. Dziennikarze zawiadomili policję, która ustaliła nazwiska okrutników.
Oprawcy przyznali się do winy. Od tamtego czasu byli pod nadzorem kuratora. Ośrodek diagnostyczno-konsultacyjny ocenił na zlecenie sądu co należy zrobić, żeby ich wychować. Doszedł do wniosku, że najwłaściwszy będzie właśnie wyrok w zawieszeniu.
Proces okrutników toczył się za zamkniętymi drzwiami. Wiadomo tylko, że w czwartek sąd obejrzał makabryczne nagranie. Prokuratura domagała się: poprawczak w zawieszeniu na trzy lata. Sąd na to przystał.
Łagodnie sąd potraktował też najmłodszego z okrutników. - Zobowiązał go do dobrego zachowania i nauki oraz skierował na zajęcia do ośrodka kuratorskiego - mówi Barbada du Chateau, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie.
Orzeczenie sadu nie jest prawomocne. Prokuratura nie zamierza się od niego odwołać.
Karina Schwerzler, rzecznik do spraw ochrony zwierząt w Kancelarii Prezydenta RP
Byłam w lubelskim sądzie, kiedy rozpoczynał się proces. Widziałam nagranie. Uważam, że nastolatkowie dostali stanowczo za niski wyrok. Orzeczenie powinno być przestrogą dla innych.
Nie wierzę też, żeby 10 godzin w schronisku dla zwierząt odniosło jakiś skutek. Z doświadczenia wiem, że najskuteczniejsze jest nałożenie na rodziców kary finansowej. Wtedy dopilnują, żeby nie ich dzieci niczego takiego już nie zrobiły.
Śpiąc z psem nie przejmiesz od niego tyle zarazków, co nie myjąc rąk po zabawie z nim - uważają weterynarze z USA. Pracę na ten temat publikuje pismo "American Journal of Veterinary Research".
Jak zaobserwowali naukowcy z University of Tennessee, niemal połowa właścicieli psów dzieli się ze swoimi ulubieńcami jedzeniem, a ponad połowa śpi z nimi lub pozwala im się lizać po twarzy.
"Wiemy zarazem, że około 75 proc. chorób to schorzenia odzwierzęce, czyli przenoszone między ludźmi i zwierzętami" - przypomina prowadząca badania dr Kate Stenske.
Jej zespół sprawdzał, czy bliskie kontakty z psem wpływają na ryzyko złapania od niego jakichś groźnych mikrobów.
Naukowcy skupili się na bakteriach Escherichia coli, które obficie występują w układzie pokarmowym psów i ludzi.
Normalnie nie wywołują żadnych schorzeń, ale w pewnych warunkach mogą być przyczyną zatruć pokarmowych. Jest to niebezpieczne zwłaszcza wtedy, gdy nabędą oporności na antybiotyki.
Po przeanalizowaniu próbek kału, badacze doszli do wniosku, że ok. 10 proc. właścicieli miało takie same szczepy bakterii E. coli, jak ich pupile.
Okazało się też, że spanie z psem czy inny rodzaj bliskiego kontaktu z czworonogiem nie zwiększał ryzyka zarażenia się od niego E. coli opornymi na antybiotyki.
Ryzyko to rosło jednak w przypadku właścicieli, którzy nie myli rąk po kontakcie z psem lub przed jedzeniem.
Dr Stenske podkreśla, że odkrycie jej zespołu jest optymistyczne, ponieważ posiadanie zwierzęcia daje człowiekowi bardzo wiele korzyści, zarówno natury fizycznej, jak i psychicznej. Właściciele czworonogów powinni jednak pamiętać o podstawowych zasadach higieny i częstym myciu rąk.
"Zainteresował mnie ten temat właśnie ze względu na silne więzi łączące właścicieli psów z ich pupilami. Z jednego badania wynika np., że aż 84 proc. właścicieli traktuje swojego psa, jak dziecko" - mówi dr Stenske.
W przyszłości, jej zespół planuje przeprowadzić podobne badania wśród właścicieli kotów.
Na trzy tysiące złotych grzywny skazał sąd grodzki w Łodzi lekarza Andrzeja D., oskarżonego o zastrzelenie psa, który zaatakował jego psa podczas rodzinnej wycieczki rowerowej. Lekarz miał pozwolenie na broń.
Sąd orzekł także, że lekarz ma zapłacić dwa tysiące złotych nawiązki na stowarzyszenie działające na rzecz ochrony zwierząt. Zasądził także przepadek na rzecz państwa jego pistoletu.
Wyrok jest nieprawomocny. Lekarza nie było na ogłoszeniu wyroku.
Do zdarzenia doszło w kwietniu ub. roku w Łodzi. Andrzej D., wybrał się z rodziną i psem na przejażdżkę rowerową. W pewnym momencie z jednego z gospodarstw wyskoczył inny duży pies, który nie miał kagańca i rzucił się na psa biegnącego na smyczy obok roweru lekarza.
Według śledczych Andrzej D. wyjął pistolet i kilka razy strzelił do atakującego zwierzęcia; ranny pies wykrwawił się. Ustalono, że lekarz miał pozwolenie na broń.
Prokuratura oskarżyła go o nieuzasadnione zabicie zwierzęcia, bo - zdaniem śledczych - agresja atakującego psa nie była skierowana wobec oskarżonego i jego rodziny. Lekarzowi groziła za to grzywna, a nawet rok więzienia.
Mężczyzna nie przyznał się do winy. Przed sądem utrzymywał, że strzelił do psa, bo obawiał się o bezpieczeństwo swoich najbliższych. Mówił, że był to jedyny sposób, by zapobiec tragedii.
W trakcie procesu jeden ze świadków zeznał, że już wcześniej doszło do zdarzenia, podczas którego oskarżony także chciał strzelać do jego psów. Lekarz zaprzeczał.
Sąd uznał, że jego wina nie budzi wątpliwości. Zdaniem sądu, w śledztwie oskarżony mówił o strachu, ale nie podał żadnych szczegółów, które uzasadniały, że istniało zagrożenie dla jego rodziny. Dopiero przed sądem mówił, że pies był groźny dla jego córki.
Sąd nie dał wiary tym wyjaśnieniom. Uznał, że zdarzenie nie mogło być tak dramatyczne jak przedstawiał oskarżony, bowiem jego pies nie odniósł żadnych obrażeń. Jako niestandardowe i nieracjonalne zachowanie sąd ocenił fakt, że lekarz zabrał broń z ostrą amunicją jadąc na spacer z rodziną. "To nie jest racjonalne zachowanie. Z każdym zawodem wiąże się jakieś ryzyko, ale to nie oznacza, że wszyscy powinni nosić broń" - mówił sędzia Michał Błoński.
Lekarz prawdopodobnie straci pozwolenie na broń. O tym zdecyduje KWP w Łodzi, która mu je wydała.
Po raz pierwszy we Francji agencja matrymonialna dla... psów organizuje "speed dating", czyli tak zwane "szybkie randki".
W ciągu jednego popołudnia każde zwierze spotka kilkadziesiąt innych czworonogów, w poszukiwaniu... miłości od pierwszego wejrzenia!
Każda randka trwa tylko trzy minuty. Te krótkie spotkania zapoznawcze czworonogów organizowane są do skutku, czyli do momentu aż każdy pies spotka tam miłość swego życia.
Najczęściej objawia się to radosnym machaniem ogona.
Wyswatane w ten sposób pary czeka między innymi romantyczny spacer i „noc poślubna” w eleganckim alpejskim kurorcie, gdzie odbywa się impreza. Niektóre zwierzęta mogą się spotykać z osobnikami tylko tej samej rasy, bo właściciele chcą mieć rasowe szczeniaki.
Chcesz zawieźć wielkiego bernardyna do lekarza, albo dostarczyć kocią narzeczoną dla swojego supermęskiego kocura?
Dzwonisz do jednej, drugiej korporacji, szukasz auta dla swojego ulubieńca - i jest problem.
Ani w Radio-Taxi, ani w Lajkoniku, MPT, czy Wawel-Taxi nie ma samochodu, który ma sporo miejsca tylko zwierzaka. Na dodatek wielu taksówkarzy nie chce słyszeć o wspólnej podróży z czworonogiem. To ma się zmienić.
Pod Wawelem będzie za kilka dni jeździć taxi wyłącznie dla naszych "braci mniejszych".
Trudne bywa życie właścicieli psów czy kotów, którzy nie mają swojego wozu. Owszem, niektórzy kierowcy wpuszczają zwierzaka do środka.
A potem kręcą nosem, bo olbrzym wilczur wskoczył im na białe pokrowce i otrzepał całe błoto z siebie, a to zdenerwowany kocur podrapał fotele i zostawił sierść. Ma być inaczej. Trwają ostatnie przygotowania do uruchomienia prawdziwego "zwierzęcego pogotowia".
Stanisław Grzybowski, współwłaściciel radio taxi Barbakan, kupił taksówkę, która przeznaczona jest wyłącznie do wożenia zwierząt.
- Wielu taksówkarzy broni się przed wykonaniem takiej usługi, twierdząc np., że pies zabrudzi auto albo będzie hałasował. Nie każdy też lubi zwierzęta - dodaje.
Fiat seicento wan z kratką oddzielającą tył pojazdu od kierowcy jest właśnie oklejany fotografiami psów i kotów.
Został też wyznaczony specjalny kierowca, który nie ma alergii na sierść. - Psie pogotowie przywiezie też karmę - dodaje Grzybowski.
Tył samochodu jest przeznaczony na transport dużych zwierząt.
Przed kratką będą mogli usiąść właściciele małych piesków, kotów, czy chomików itd.
Samochód będzie można wezwać przez centralę RT Barbakan, lub dzwoniąc pod specjalny numer.
Dwie zamarznięte kozy i trzy, które ledwo żyły - to widok, jaki zastali policjanci, strażnicy ochrony zwierząt i pracownicy kurowskiego Urzędu Gminy w oborze jednego z gospodarstw w miejscowości Posiołek.
O tym, że zwierzęta żyją tam w fatalnych warunkach zaalarmowała władze gminy Kurów sołtys wsi Jadwiga Abramek. - Wyglądało to strasznie - opowiada Arkadiusz Małecki, pracownik urzędu, który był na miejscu.
Od wójta Kurowa usłyszeliśmy, że właściciel zwierząt notorycznie doprawdza je do takiego stanu. - Ta sytuacja zdarza się nie po raz pierwszy - mówi Stanisław Wójcicki. - Poprzednio ten człowiek zagłodził konia i krowę. Po tych wydarzeniach zmusiliśmy go do sprzedaży drugiego konia - dodaje.
Zamarznięte zwierzęta zostały na miejscu. Jutro gmina zajmie się ich utylizacją. Pozostałe kozy trafiły do lecznicy weterynaryjnej w Lublinie. Właściecielowi grozi kara za znęcanie się nad nimi.
Przy okazji wizyty służb mundurowych oberwało się też sąsiadowi nieodpowiedzialnego rolnika, bo okazało się, że znęca się on nad swoim psem tłukąc go garnkiem.
Weekend w Kaliszu upłynie pod dyktando kocich piękności. 3 i 4 stycznia w kaliskiej hali Winiary Arena odbędzie się po raz drugi Międzynarodowa Wystawa Kotów Rasowych.
Podczas imprezy hodowcy z kraju i zagranicy zaprezentują kilkaset kotów takich ras, jak koty brytyjskie krótkowłose i długowłose, norweskie leśne, perskie, rosyjskie niebieskie, bengalskie, ragdoll, koty egzotyczne - sphynxy bezwłose, maine coon, selkrik rex czy devon rex.
Wszystkie będzie można dokładnie obejrzeć oraz porozmawiać z ich hodowcami. Koty będą rywalizowały o najwyższe trofea.
Wystawa będzie otwarta w godzinach od 11.00 do 18.00. Ceny wejściówek to 5 złotych za ulgową dla dzieci i młodzieży do 18 lat oraz 10 złotych dla dorosłych.
Podczas wystawy będzie czynnych wiele stoisk z kocimi akcesoriami.
Dodatkowo 4 stycznia (niedziela) wystawie towarzyszyć będzie konkurs dla dzieci pod nazwą ,,Kot w oczach dziecka'. Organizatorzy przewidzieli atrakcyjne nagrody dla zwycięzców.